Choroba dziecka jest największą tragedią jaka może przytrafić się rodzicom. Jednak wówczas dostrzegasz, że nie jesteś na świecie sam. Widzisz, że jest wiele osób, które chcą pomóc i zrobią to zupełnie bezinteresownie, dla których najlepszą nagrodą, będzie uśmiech Twojego dziecka. Zrozumiesz wówczas, że na świecie jest bardzo wielu dobrych ludzi. Musisz jedynie dać im szansę by mogli się wykazać. Taka tragedia może przytrafić się każdemu. Nie jesteś w stanie się do niej przygotować. Nie możesz oswoić się z tą myślą, przecież nikt Cię nie ostrzeże. Choroba może pojawić się, kiedy najmniej się tego spodziewasz. Z nami właśnie tak było... Nasze szczęście zostało nam brutalnie odebrane. Bez ostrzeżenia...
Pomóżcie nam w naszej walce. W każdej chwili możecie znaleźć się w takiej samej sytuacji, a wówczas na pewno chcielibyście, aby i Wam ktoś pomógł...Z góry dziękuję za okazane wsparcie,Monika - Mama przez duże M.

Są takie chwile...
kiedy czyjaś pomocna dłoń jest niezbędna. !!!



Nie mówcie tym, którzy stracili ukochanych, że „czas zagoi rany", nie mówcie, że „oni już nie cierpią". Najlepiej nie mówcie nic. Czas tych ran nie leczy. Pozostają, bo śmierć ukochanych jest też trochę śmiercią nas samych: coś w nas umiera. Żyjemy, ale nic nie jest tak, jak było przedtem, już nie jesteśmy tacy sami. (ks. A. Boniecki)

 photo 1-1177_zps00e91264.jpg

niedziela, 11 marca 2012

11marca

11 zawsze bedzie mi sie juz zle kojarzyc.8 miesiecy temu 11 lipca wykryto u Szymka chorobe ktora zmienila nasze zycie na zawsze.I tylko 8 miesiecy dane mu bylo jeszcze z nami zyc.A łudzilam sie ze powalczymy z choroba gdziez 3-4 lata i ja wygramy.Nigdy ale to nigdy nie dopuszczalam mysli ze guz mozgu tak szybko moze zabrac zycie.Teraz wiem ze z ta choroba sie nie wygrywa.

Nie pisalam nigdy bo wiem ze co nie ktorzy pomysleli by glupiki ale my cokolwiek sie nie dalo probowalismy.Uzdrowiciel,bioenergoterapeuta,ziola,supelementy,krople sprowadzane z Wegier wszystko aby ratowac Szymka ale poszlismy tez do wrozki.Poszla Szymka ciocia Aga ona byla najodwazniejsza.Najwazniejszy szczegol jaki powiedziala to ze Niuniem opiekuja sie dwie dorosle osoby-starszy pan i starsza pani.Nie powiedziala czy to sa osoby zywe czy z tamtego swiata.

Tego samego dnia kiedy ja Szymus Ola i tata bylismy w pokoju on mnie zapytal -MAMO A KIM JEST TA PANI I PAN CO CHODZA PO POKOJU?

zamarlam i zaraz powiadomilam Age ze wrozka cos miala racje.Ale na pytanie Szymka zaczelam sie pytac jak wygladaja czy ich widzi a on ze tylko slyszy jak chodza.Za kilka dni Szymus obudzil sie o 5 rano i mnie obudzil pytajac co za starysz pan i pani sa u babci.Wiem ze wtedy powiedzialam synus spij jak babcia wstanie zapytasz jej.Ale jak pozniej go pytalam nie pamietal.

Tak bylo dwa razy ale o wrozce i tej pani i panu malo komu mowilismy -wiadomo pomysla wariaty i my tak myslelismy ze mogl Szymek podsluchac nasza rozmowe i to sie zapytal.Wtedy temat zostal zamkniety do wczoraj kiedy to opowiedzialam mojej cioci ktora wychowala sie tu gdzie teraz mieszkamy.

Opowiedzialam o wrozce i tej starszej pani i panu ona wtedy opowiedziala nam ze

ok 50 lat temu tu w tym domu mieszkalo malzentwo ktore mialo synka Jerzyka.On wieku 9 lat po komuni swietej latem najadl sie gruszek i popil woda.Zmarl po tyg w szpitalu a w tamtych czasach cialo lezalo w domu.Zapewnie rodzice ta cala tragedie przezyli jak my teraz.

I tak sobie myslimy czy ten starszy pan i pani to nie sa rodzice Jerzyka ktorzy przyszli sie Szymkiem zaopiekowac przed odejsciem bo sami stracili synka w tym samym wieku?

KOCHAM CIEBIE -A JA MAMĘ


9 komentarzy:

  1. Wszyscy wiedzieliśmy, że robicie wszystko aby Szymuś wyzdrowiał, niestety jest to taka wstrętna choroba, która ukradkiem wkrada się do życia, a ujawnia się gdy jest już dobrze zadomowiona.
    Tylko dlaczego małe niewinne dzieci tak cierpią? tego nie można już pojąć.
    Kochani wierzę, że zdarzają się wróżki, jasnowidze itp. którzy mówią prawdę i Wy widocznie na taką trafiliście. Szymuś nie jest tam sam, rzeczywiście może "starsza Pani i starszy Pan" pojawili się, aby pomóc Szymkowi. Opiekowali się nim w czasie choroby jak i pomogli mu przejść na tamten świat. Z pewnością jest tam wiele osób, które nim się opiekują i oprowadzają Go po zakamarkach niebiańskiej krainy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Moniczko, gdy odchodziła moja mamusia też mówiła, że widzi moją babcię i dziadka... podobno najbliższe osoby przychodzą po nas, byśmy nie bali się przejść na tamten świat...

    OdpowiedzUsuń
  3. Moniczko napisz nam jeszcze czy bylo cos wiecej co sie sprawdzilo ze slow wrozki bardzo mnie to ciekawi. A odnosnie wczesniejszego postu pisz wszystko nam o Szymku o milych chwilach spedzonych razem nie tylko w trakcie choroby.Jak zareagowal na siostrzyczke i cokolwiek co przyjdzie Tobie Kochana na mysl chcemy Cie czytac! Ja wiesz mi wchodze tu nawet kilka razy w ciagu dnia wiem ze Szymek jest juz z aniolkami ale chce tu wchodzic mimo ze nie poczytam juz o tym jak walczy ale poczytam o Twojej rodzinie Moniczko.Wszyscy jestesmy myslami i sercem z Toba!

    OdpowiedzUsuń
  4. Moniko, sercem, myślami i modlitwą jestem z Wami, każdego dnia.
    Dzisiaj w kościele ksiądz mówił o znakach dawanych przez Boga.
    Czasami jest to wydarzenie, słowo, człowiek....
    Mówił też, że może to być śmierć drogiej osoby....
    Zaraz pomyślałam o Tobie...
    Każdy pewnie myśli, jak to? co to za kochający Bóg, który tak okazuje swą miłość? Ksiądz spiesznie wyjaśnił, że czasami Pan chce wstrząsnąć życiem, przewartościować je, abysmy żyli pełniej, co doprowadzi kiedyś do szczęśliwej wieczności wraz z kochanymi osobami.
    Wiem, Moniko, że to żadne pocieszenie dla serca Matki, ale wiem też, ze kiedyś spotkasz Szymka, że On pierwszy powita Cię po drugiej stronie życia.
    Mam tez wielka wiarę i nadzieję, że tam, po drugiej stronie powiesz: wiem, rozumiem....
    Tutaj to niewyobrażalne.....

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie poznamy odpowiedzi na wiele pytań . Nie poznamy TU, na Ziemi.
    A czy jest jakieś TAM ??
    Tyle różnych znaków pokazuje nam , że JEST.
    I z tą WIARĄ nam zdecydowanie łatwiej......

    Dlatego ja WIERZĘ....wierzę, ze wszystko ma swój cel,
    że nawet to przedwczesne przejście Szymonka na drugą stronę ten cel miało.
    I wierzę, że ON teraz czuwa nad Wami Moniko.....czuwa i jest z Wami.
    Pewnie trochę Mu smutno Waszym smutkiem, ale On wie już że i to trzeba przejść.

    A my tutaj postarajmy się ten ból oswoić rozmawiając o tym ziemskim bycie naszego Księciunia.
    Te wspomnienia niech będą pewnego rodzaju pamiątką dla Oli.....

    Pozdrawiam Was ....

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam!

    Trafiłam na ten blog przypadkiem, przeczytałam o walce Szymka i niejednokrotnie płakałam. chciałabym Was jakoś pocieszyć, dodać sił w tym trudnym dla Was czasie. Tak jak pisała Gaja wiem że wszystko ma swój cel a Szymon czuwa i jest przy Was.

    Kilka lat temu gdy mieszkałam jeszcze z rodzicami na wsi 9-letni synek naszych sąsiadów zachorował, trafił tydzień przed swoją pierwszą komunią do szpitala z wymiotami i osłabieniem organizmu, lekarze leczyli go na zatrucie pokarmowe. Mały dostał przepustkę aby móc uczestniczyć w swojej pierwszej Komunii świętej. Pamiętam że było wtedy tak strasznie dużo ludzi w Kościele że staliśmy z rodziną pod kościołem i w pewnym momencie zobaczyłam jak rodzice wyprowadzają małego z kościoła bo zrobiło mu się słabo. Zanim cokolwiek pomyślałam bezwiednie powiedziałam wtedy półgłośno do mojej mamy "to nie zatrucie to guz mózgu". Sama byłam zaskoczona tym co usłyszałam z moich ust, moja mama mnie z lekka zrugała a osoby które stały blisko nas patrzyły się na mnie jak na wariatkę. Po kilku dniach okazało się że ktoś wreszcie zrobił małemu tomograf i szybko przewieźli go do szpitala specjalistycznego. To był niestety guz mózgu. Mój wesolutki i fajny mały sąsiad walczył 14 miesięcy i odszedł pokonany przez potwora kryjącego się we własnej głowie.

    Gdy narodził się mój synek, tak długo wyczekiwany i bardzo, bardzo kochany zawiodła mnie moja intuicja, gdybym wtedy cokolwiek przeczuła może nasza historia miałaby lepsze zakończenie. Mój synek urodził się w 24 tygodniu ciąży w zwykłym szpitalu rejonowym bez specjalistycznego sprzętu, odpowiedniej opieki lekarskiej, ważył 790 gram i miał 33 cm długości. Nie dawali mu żadnych nawet najmniejszych szans, podczas chrztu z wody zaczął oddychać, dzięki temu nie odstawiono go na parapet aby umarł. Po kilu godzinach został zaintubowany i przewieziony OIOM, nadal słyszeliśmy że to tylko kwestia czasu jak odejdzie. Tak ciężko jest usłyszeć od lekarzy słowa "nie ma nadziei, zero szans, to kwestia godzin jak umrze". Nie poddawaliśmy się i cały czas wierzyliśmy ze się uda, mały również dzielnie walczył,wbrew diagnozom lekarskim żył. Nie przyznawałam się do tego na blogu, ale my również szukaliśmy jakiejkolwiek pomocy, korzystaliśmy z pomocy bioenergoterapeutki. Ona jako jedyna mówiła nam że maluszek z tego wyjdzie, mówiła nam że zaczyna się jakaś infekcja jeszcze wcześniej niż lekarze (mały przeszedł 4 razy sepsę), nigdy nie zapomnę gdy po 2 miesiącach żywienia pozajelitowego (na samym początku miał zapalenie martwicze jelit i zrobiła mu się dziurka w jelicie) stwierdziła że teraz trzeba go zmusić do jedzenia i trawienia i po 3 dniach mały był karmiony sondą i zaczął trawić. Po 6 miesiącach pobytu w szpitalu w końcu wyszliśmy do domu, obecnie Wojtuś ma 2,5 roku, jest dzieckiem chodzącym, mimo że według lekarzy z uwagi na masywne krwotoki w mózgu miał być leżącą roślinką. Jedynym problemem jest słuch gdyż Wojtuś ma duży niedosłuch i nosi aparaty słuchowe, ale dzięki kosztownej rehabilitacji idziemy małymi kroczkami do przodu.

    Pozdrawiam Was i jestem myślami i sercem z Wami.

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja Ci powiem, że wierze!
    Wiara jest Nam potrzebna na lepsze jutro...
    kiedy rodziłam synka moja babcia umierała...i też sobie tłumaczyłam,że robi miejsce dla małego...kiedy coś mi spada gdzieś coś stuknie to mówie żeby weszła:)niektórzy pomyślą wariatka, ale ja wierze i mi z tym dobrze:)
    Małym Szymkiem opiekują się Aniołki, ale nie wykluczone że ma opiekę tych starszych ludzi,którzy Go poprowadzą za rączkę:*
    Całuje:*

    OdpowiedzUsuń
  8. Moniko, ja też wierzę, że moja córeczka bedzie zdrowa, że paskuda da jej spokój. Ona walczy, ja walczę za nią i w jej imieniu i choć wszystko razem jest bnajtrudniejsze na świecie to wierzę wciąż. Są dni w których chowam sie w mysią dziurę, sa dni w których walcze i wyję i sa dni w których czuję tą straszliwą niemoc ktora mnie rozbija na miliony kawałeczków i potem nie mogę sie pozbierac długi czas. Ta walka trwa juz trzy lata i jest poprzeplatana cierpieniem fizycznym córy, cierpieniem jej duszy i cierpieniem mojej marnej istoty. Ta choroba upokarza mnie w mojej bezrdaności że az rozrywa niczym tetniący ból. Nie ma nic gorszego niz cierpienie ukochanego dziecka i ciagle modlę się by inni ludzie nie musili tego zaznawać. Wciaz patrze na gwiazdy i szukam przysłowiowej gwiazdki z nieba która by wszystkich uzdrowiła. Nic takiego nie nie znajduje i nie znajdę, ale marzę by ludzie nie cierpieli

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam Moniko co napisałaś. Szymuś był pod opieką nie tylko Waszą. Pewnie wiele osób nie wierzy w takie rzeczy, ale jednak coś w tym jest. Księciunio teraz jest blisko Was.

      Usuń

<3 Dziękuję za komentarz <3
Dziękuję za życzliwość,dobre słowo i uśmiech.
Zapraszam znów będzie mi bardzo miło;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...